Mazury i szczupaki

Mazury i szczupaki

0 761

Nareszcie upragniony urlop. Dwa tygodnie wypoczynku w Polsce. Oczywiście zabieram ze sobą sprzęt wędkarski. Jadę na pięć dni na Mazury.

Celem mojej wyprawy jest szczupak. Wyjazd ten planowany był już od jakiegoś czasu. Te pięć dni nad wodą jest za krótkie, żeby uganiać się za fantomami. Starannie wybieram łowisko i postanawiam odwiedzić jedno z dwudziestu najlepszych łowisk szczupakowych w naszym kraju, króre malowniczo położone jest właśnie na Mazurach.

Czas więc przedstawić krótko naszego bohatera. Esox Lucius. Występuje w rzekach, jeziorach oraz wodach słonawych. Nie spotkamy go jedynie w górskich potokach, zaliczanych do krainy pstrąga i lipienia. W zależności od zasiedlanego akwenu cechuje go zmienne ubarwienie i tempo wzrostu. Jeśli dodamy do tego znaczące różnice pomiędzy samcami a samicami, dochodzimy do wniosku, że szczupak jest gatunkiem bardzo zmiennym o dużej plastyczności ekologicznej. Nie należy więc o nim pisać w tonie autorytatywnym, gdyż nigdy nie wiadomo, jaką niespodziankę nam sprawi…

Tak więc do rzeczy. Jest 5 sierpnia. Brat Paweł, szwagier Piotr, ja i nasze dziewczyny wyruszamy na przygodę. Na miejsce przybywamy po południu. Jest piękna słoneczna pogoda. Zapoznajemy się z okolicą, oglądamy łódki, załatwiamy formalności zwiazane z zakwaterowaniem i wędkowaniem. Po czym relaksujemy sie przy grillu i chłodnym piwie. Na wodę wypływamy dopiero następnego dnia rano. Jest godzina 4, jeszcze ciemno. Powoli zaczyna się robić szaro, aż w końcu promienie słońca odsłaniaja nam przepiękny widok.

 

 

Naszymi spiningami tniemy powietrze i pierwsze woblery i gumy lecą w stronę przybrzeżnych trzcin i grążeli. Nic się jednak nie dzieje. Na wodzie jest zupełna flauta. Ale to nic. Napawamy się jeszcze samą obecnością tutaj. Jest pięknie. W końcu tę błogość przerywa Paweł. Zacina pierwszego szczupaka. Zaczyna się…koncert na trzy wędki. Ryby nie są duże, ale silne. Na przemian pięknie murują i wyskakują z wody.

 

 

Kolejny rzut Piotra pod trzciny, gdzie jest niespełna 2 metry wody i zapina szczupaka, który jak się okazuje daje mu nowy rekord. Równe 90cm.

 

 

Gratulacje i ryba wraca do wody

 

 

W ciągu dnia nie łowimy. Słońce jest wysoko i jest za gorąco. Teraz to my zażywamy kąpieli. Zbliża się wieczór. Pakujemy sprzęt i udajemy się w stronę wody.

 

 

Nie jestem jeszcze świadomy tego, że dziś wieczorem stoczę walkę z okazem o jakim śniłem do tej pory. Wypływamy…

Powtarza się sytuacja z porannego wędkowania. Szczupaki dobrze zagryzają nasze wabiki. Teraz poznajemy te głębsze miejsca. Jest jedna górka, za którą jest dość ostry spad na 8 metrów. Robi się już szaro. Postanawiamy spływać. Ale mój instynkt łowiecki karze mi jeszcze oddać rzut. Na agrafce guma 6 cali w kolorze żółtym. Kij ładnie ładuje przynętę, pozwalam jej spokojnie opaść na dno. W głowie przez cały czas mam branie dużego szczupaka. Jest…tępe przytrzymanie…kwituję zacięciem, patrze na szczytówkę, widzę że pulsuje. Ryba trzęsie łbem. Rozpoczyna się hol. Od razu wiem, że to nie mały szczupak. Myślę o 80-90cm. Około 10 metrów od łódki ryba pokazuje mi kto tu rządzi w jeziorze. Przez pierwsze 5 minut nie mam z nią szans, ale jestem dobrze przygotowany. Sprzęt jest mocny, hamulec wyregulowany, nie ma mowy o awarii. Powtarzam tylko, żeby się nie wypięła. Każda próba podciągnięcia ryby kończy się długimi odjazdami. Po kilku minutach czuję, że ryba słabnie i powoli daje się podciągać pod powierzchnię. Nie ma mowy jednak o próbie podebrania. Widzę ją całą, jest ogromna! Pierwszy raz kolana tak mi drżą. Nie mogę tego opanować. Nagle z ogromną siłą i prędkością ryba wchodzi pod łódkę i muruje. Kij się prawie zamyka. Obraca łódką. Teraz kolej na mnie. Nie chcę jej stracić. Powoli podciągam ją pod powierzchnię wody i błagam, żeby nie trzęsła łbem o wodę. Guma jest na zewnątrz pyska, jest zapięta w nożyce na pojedyńczym haku. Poddała się. Delikatnie ją podbieramy. Jest już ciemno i jak się okazuje zniosło nas blisko brzegu. Spływamy więc szybko. Mierzenie szczupaka…

 

 

podnoszę swoje trofeum…

 

 

Jest ciężka, ręce mam jak z gąbki. Szczupak mierzy 116cm i waży 15kg! (33lb). Dwie foty i szybko wskakuję z nią do wody by zwrócić jej wolność. Jestem szczęśliwy, roztrzęsiony.

 

 

To dla takich emocji wędkuję. Potężny kop adrenaliny.

Rozpalamy ogień, popijamy chłodne piwo, śpiewamy. Sielankę przerywa potężna burza i deszcz. Przenosimy świętowanie na taras. Myślę, że to załamanie pogody było przyczyną tak dobrych brań tego wieczoru. Wstrzeliliśmy się idealnie. Kolejne dni nie przynoszą już tak dobrych efektów, ale mamy mnóstwo zabawy i relaksu. I co najważniejsze łowimy ryby i to się liczy.

 

 

Ania i Kasia też maja swoje 5 minut

 

 

Jeszcze kilka fotek

 

 

Po powrocie mój tata wygrzebuje mi stary sprzęt. Nie wierzę, że jeszcze go trzyma. Wędki od ojca, z którymi zaczynałem swoją przygodę z wędkowaniem. Stare jak świat, ale to już inna historia…

 

 

Tekst i fotografie: Marcin Ejankowski

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź