I Spotkanie Polishanglers – River Great Ouse

I Spotkanie Polishanglers – River Great Ouse

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...
0 543

 Dnia 5 lipca 2009 roku odbyło sie pierwsze spotkanie forumowiczów Polishanglers.com. Spotkanie miało miejsce nad Królową Fenów czyli rzeką Great Ouse w miejscowości Ten Mile Bank. Zapraszamy do przeczytania relacji i obejrzenia zdjęć z tego ważnego dla nas wydarzenia. 

Wszystko zaczęło się od dyskusji  na jednym z forów. Padł pomysł zainicjowany przez Andrzeja ( Pikeangler ) o utworzeniu klubu, stowarzyszenia  skupiającego Polskich wędkarzy pracujących i mieszkających w „pięknym” kraju nad Tamizą.
Były ostre dyskusje, spory, a także wywody i wreszcie stało się. Artur kupił domenę, podpiął ją pod swój serwer i zainicjował forum, które po pewnym czasie zaczęło stawać się coraz bardziej popularnym miejscem do dyskusji na temat wędkowania w UK.. 15 czerwca ruszył portal Polishanglers i od tego momentu nastąpił jakby przełom. Spotkanie było tego potwierdzeniem…
Po rożnych forumowych perypetiach wreszcie udaje się wyznaczyć teren i datę  I Spotkania Polishanglers na 5 lipca. Łowisko to Cutt-Off Chanel w pobliżu miejscowości Hilgay w hrabstwie Norfolk.
Niestety podczas rekonesansu na kilka dni przed spotkaniem okazuje się, że nie ma sensu tam wędkować z powodu bujnej roślinności i Artur, głównodowodzący portalem zmienia miejsce spotkania na Great Ouse w miejscowości Ten Mile Bank. Start zaplanowano na godzinię 9 rano.

 

 

Ale co by nie było znalazło się dwóch killerów, którzy ze względu na odległość do łowiska postanowili zjawić się już dzień wcześniej i o godzinie 18 stawili się na miejscu. Mowa oczywiście o Grześku ( Woblerus ) i Wiktorze ( ShivaNaziKiller )
4.5 godziny jazdy Wiktora na miejsce spotkania robi wrażenie i należą mu się za to duże brawa!
Kilka słów o łowisku. Great Ouse o długości 240 kilometrów jest czwartą rzeką w Wielkiej Brytanii pod względem długości. Uchodzi do zatoki Wash na morzu północnym.
Wzdłuż rzeki z większych miast można wyróżnić Huntington, Bedford, Buckingham i Fens. Głównymi dopływami Great Ouse są : Tove, Fuzel, Ivel, Kym, Cam, Lark, Little Ouse, Wissey, Old Bedford, New Bedford, Babingley, Gaywood.
Teren okalający dorzecze tej rzeki przypomina Polskie Żuławy Wiślane. Jest płasko. Teren typowo rolniczy i tylko nieco inne budownictwo świadczą o tym , że jesteśmy w Anglii. Sama rzeka jest dość osławionym łowiskiem i słynie z dużych szczupaków i sandaczy. Wędkarze gruntowi moga liczyć na sukcesy w połowie leszczy i płoci różnymi metodami.  Nie jest to rzeka do jakich przywykliśmy w Polsce, w zasadzie cały dolny odcinek jest zmeliorowany i wygląda jak kanał. Nie oznacza to jednak, że jest to nieciekawe łowisko, wręcz przeciwnie. Kto zarazi się swoistym pięknem tej wody będzie chciał tutaj wracać przy każdej możliwej okazji. Głebokość wody przekracza 3 metry i charakterystyczny jest bardzo słaby uciąg. Przejeżdżając wzdłuż wałów przeciwpowodziowych można zaobserwować duże plantacje cebuli , marchwi , pszenicy i jeszcze wielu innych warzyw i roślin. Brzegi bywają latem niedostępne ze względu na wysokie trawy oraz pas trzcin i oczeretów a spora głebokość przy brzegu utrudnia brodzenie nawet w spodniobutach. Dlatego o tej porze roku skazani jesteśmy na obławianie miejscówek przgotowanych przez wędkarzy spławikowych poprzez wykoszenie  roślinności.
Wracając do spotkania…
Umówiony jestem z Andrzejem (Pikeangler) na godzinę 2.30 w nocy pod moim domem. Ma po mnie wpaść swoim autem i razem uzbrojeni po zęby w przeróżne wędkarskie gadżety jedziemy do celu.
Okazuje się ,że Andrzej czeka na mnie już przed drugą. Nie mógł spać tej nocy…
… co ja mówię. On podobno nigdy przed wyprawą się może spać.
Pijemy jeszcze kawę przed domem – pierwszy raz piłem kawę na ulicy o tak wczesnej porze – i możemy jechać.
Droga przebiega pomyślnie , bez większych niespodzianek. Jadąc autostradą M25 kierujemy się na M11 i w okolicach Cambridge skręcamy na drogę krajową A10, która przez Ely i Littleport prowadzi Nas w okolice Hilglay i samego Great Ouse.
Nad wodą zjawiamy się o 4 rano. Szukamy Wiktora i Grześka. Obozują u ujścia Little Ouse do Great Ouse przy Brandon Creek.
Jest chwila na przywitanie i można powoli szykować spinery. Obóz Naszych Rodaków to typowy karpiowy teren …

 

 

 

… Wiktor na stojakach ma karpiówki i feedera , który jak na złość milczy ,wszak karpiówki też milczą jak zaklęte.
W sumie współczuję karpiarzom. Tyle sprzętu trzeba zabrać, tyle przygotowań do wędkowania…
Rozkładamy spinery i rozchodzimy się. Tak naprawdę Andrzej gdzieś znika mi z oczu i co miałem zrobić. Chwyciłem swój kij i ruszyłem w dół rzeki.

 

 

 

… świt był nad wyraz piękny i Artur , który zapewne smacznie sobie spał mógł żałować tego ,że nie widział takich krajobrazów.

 

 

 

 

 

 

Great Ouse na tym odcinku jest dość głęboką rzeką , której dno spada wg moich obliczeń na około sześć metrów.
Brzeg jest słabo dostępny. Gęste trzcinowisko, tatarak sprawia , że ciężko się dostać bez spodniobutów do wody.

 

 

Łowię głównie na rippery w ostrych kolorach.

 

 

Tam gdzie mogę wchodzę do wody i próbuję.

 

Mam w okolicach drugiego brzegu kilka puknięć. Jedno udaje mi się zaciąć. Ryba jednak schodzi. Wyciągam poszarpaną gumę i zmieniam ją na inną. Około godziny 7 kończę łowienie na tym odcinku i udaję się do obozu gdzie Grzesiek traci dwa ogonki od kopyta Mannsa.
A tym czasem Andrzej uparcie poluje na swój rekord…

 

 

 

Bez śpiochów ma małe problemy z łowieniem. Ale na jego twarzy widać skupienie, więc daje radę jak sądzę.
Przed 9 kiedy obóz zostaje spakowany do wana Wiktora nadjeżdża Artur . Dowiadujemy się o niego, że jest ostatnim, który przyjechał. Miał się zjawić Rafał (Kajman) wraz z kolegą ale niestety nie dali rady z powodu obowiązków zawodowych.
Początki są trudne, ale szczerze mówiąc nawet dla 3-4 osób warto by było przyjechać na spotkanie. Z drugiej strony przyjechało 5 osób co stanowiło w danym momencie 10 procent zarejestrowanych użytkowników na portalowym forum.
Wszyscy „pakują” się do samochodów i jedziemy na miejsce docelowe opisane na forum jako miejsce I Spotkania Polishanglers. Church Road to wąska ulica i są małe problemy z parkowaniem…

 

 

Tymczasem wszyscy zabierają się za łowienie…

 

 

… a ,Andrzej robi kawę dla Polishanglersów

 

 

 

 

Kenco ze zmrożonym mlekiem to jest to co Nam ułatwi życie. Szybka kawa, dłuższe rozmowy …

 

 

…o spinningach z pracowni rodbuilderskich ( Grzesiek łowi Avidem St.Croix z X-Rods ) , kijach rodem z USA a także przynętach i można ponownie łowić…

 

 

 

Grzesiek skupia się jak może. Szarpie gumą w poszukiwaniu sandaczy , ale…

 

 

… jego mina mówi sama za siebie. Na takich imprezach nie ważne są ryby.
To nie znaczy , że się nic nie działo, że nikt nie walczył…

 

 

… Andrzej skupia się jak zawsze…

 

 

Artur próbuje swoich gum , a …

 

 

Wiktor , który zaczyna przygodę ze spinningiem „ciśnie” na „Przemkowe błyskotki”.
Jednak brak śniadania uzmysławia , że czas na obiad. Udajemy się w kolejne miejsce pod „sławny” most i czas na grilla…

 

 

 

 

Były kiełbaski ,szaszłyki. Artur wolał jednak „chickena” na ostro. Do tego było zimne piwo i polowy „szwedzki stół”. Czego jeszcze trzeba…

 

 

Tak szczerze mówiąc widząc zapędy Wiktora ze spinem mówiłem głośno o tym , że należy mu się dzisiaj szczupak. I chyba wykrakałem ,bo Wiktor na mikro woblera zacina w końcu swojego pierwszego w życiu spinningowego „zębatego”!!!

 

 

 

 

Szybka , ale spokojna walka i niestety stało się coś nieoczekiwanego. Szczupak wystraszył się chyba Andrzej do tego stopnia , że dał chodu …
Ale co tam będą następne spotkania i zapewne Wiktor złoi nam tyłki jeszcze nie jeden raz. Jednogłośnie zaliczyliśmy tego szczupłego Wiktorowi, co jak co ale za wytrwałość się należy no i w zasadzie ryba dotknięta to ryba złowiona…
Cóż z takimi zasobami ryby nie mają szans…

 

 

 

 

 

 

… i z takimi anglersami z Polishanglers , którzy nie zrażeni małą ilością brań mieli dobry humor …

 

 

 

 

 

… i zapowiedzieli kolejne spotkanie.
 Z tego miejsca chciałem Wam podziękować za ten zryw i spotkanie na które warto by było zjechać całą Wielką Brytanię.

 

 

Dzięki chłopaki i mam nadzieję , że na początku jesieni spotkamy się ponownie. Może na Severn?? Może gdzieś indziej?? Może bliżej Wiktora , żeby nie musiał jechać znowu tak daleko.

 

Od lewej:  Wiktor (ShivaNaziKiller), Przemek Szymański, Grzesiek (Woblerus), Andrzej (Pikeangler),

Artur Brzozowski (Admin)

Zobaczymy. Wszystko w Naszych rękach.
Pozdrawiam całą ekipę!!!

tekst:   Przemek Szymański, Artur Brzozowski
zdjęcia: Przemek Szymański

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź