Portalowa zasiadka karpiowa – Willinghurst Fishery

Portalowa zasiadka karpiowa – Willinghurst Fishery

0 264

spotkanie_karpioweOd kilku miesięcy były próby zorganizowania spotkania, które miało by mieć charakter spawikowo-gruntowy. Wcześniejsze niestety nie powiodły się dlatego z lekkim niepokojem postanowiłem się tym zająć. Po wymianie kilku prywatnych wiadomości, napisałem post na głównym forum. Odzew nawet mnie zaskoczył. Ilość chętnych cały czas rosła więc przyszła pora coś zarezerwować.

I tu mały problem bo do samego końca nie wiedziałem ile osób będzie mogło dojechać. Wybór padł na Willinghurst Fishery, mają w swojej ofercie kilka ciekawych wód, obfitujących w ryby pasujące do naszego spotkania i są na tyle elastyczni żeby pomieścić od kilku do kilkunastu osób co jeśli chodzi o wody w UK wcale nie jest takie proste.Dni mijały szybko i w końcu nadeszła godzina 0. Jako organizator postanowiłem być jak najwcześniej się da żeby jak najszybciej ogarnąć sprawy z zarezerwowaniem brzegu na którym miało się odbyć spotkanie. W piątek praca pali się w rękach, i po południu autem zapakowanym po dach jadę, jakoś nie mogę pozbyć się obaw, a to pogoda, czy ryby będą chciały współpracować, czy wszyscy się pomieścimy itd. itd. Na przywitanie okazało się że bailiff nieco wszystko pomieszał i brzeg który miał być nasz jest częściowo zajęty, szybka decyzja i postanawiam zajęć cały przeciwległy brzeg a którym też może nieco mniejsze ale pozostaje jakieś pole manewru. Nie ma zbytnio czasu użalać się na nieroztropność bailiffa i czas zabrać się za rozkładanie. W piątek miał jeszcze dojechać kiljans, nim zdążyłem o tym pomyśleć dzwoni telefon daje mu kilka wskazówek i już mam z kim pogadać podczas pierwszej nocy. Szybko ogarniamy cały ten karpiowy bałagan i równo z zachodem słońca siadamy przed namiotem z oczekiwaniem na jakieś piiiiii.

 

Parę minut po dziesiątej sygnalizator przerywa rozmowę i pierwsza ryba melduje się na haku. Chwila walki i kijans wprawnie podbiera pierwszego karpia. Waga pokazuje 8.18kg,a więc dobry początek i nadzieja że ryby będą chciały z nami współpracować.

 

Mijają godziny spędzone na rozmowach o karpiarstwie, od czasu do czasu przerywane przez ryby, które dość systematycznie meldują się na zestawach. Oddycham z ulgą bo ryby biorą i w końcu pogoda się wyklarowała. Idziemy spać grubo po pierwszej, sen co jakieś dwie godziny jest przerywany przez następnego karpika. Budząc się o czwartej do następnego brania już postanawiam nie iść spać bo od godziny szóstej mają pojawiać się następne ekipy. I tak jak zapowiedzieli pomału zaczynają docierać. Pierwsi są syrop i rbk za nimi Artur i nowy. Niestety ryby nieco stanęły i tyko syrop trzymał fason i na jego spławikową wędkę ryby reagowały i co chwilę coś tam holował. Za to mieliśmy więcej czasu na poznanie się i rozmowy przede wszystkim o naszej pasji.


  

Rozmowy przerywa potężne branie na wędce Artura, w pierwszym momencie nie biegłem ale jak zobaczyłem wygięty kij to ruszyłem w te pędy. Zanim dobiegłem to coś po drugiej stronie wędki parło z takim impetem że mało nie zabrało drugiej wędki razem z podem. Poruszenie niesamowite, Artur pompuje, jeszcze nie wiemy z czym mamy do czynienia,ku naszemu zdziwieniu przed nami wypływa gęś!!!!!!. Prowadziły sobie walki w pobliżu poda i na tyle nieszczęśliwie że wplątała się w dwie żyłki Artura. Hol holem ale co dalej,chcieliśmy jak najszybciej uwolnić ptaka. Rbk stanął na wysokości zadania i niesamowitym ruchem podebrał gęś, widać lata praktyki w podbieraniu. Szybkie odcięcie żyłek i cała i zdrowa wraca do swojego świata. Dojeżdża trzy osobowy krusio team, krycek i jarobb i już w komplecie rozpoczynamy integracje. Ryby też się przebudziły, syrop i krusio team zaczynają punktować karpiami. Czas coś przekąsić, rozpalamy grilla. Serwowane są dość pikantne potrawy które musimy gasić w dużej ilości płynów. Oczywiście żeby nie było wszystkie ryby po buziaku wracają do wody. W zamian rbk i krusio serwuje przepyszne dania, żebym tu tyko wspomniał pikantne skrzydełka i białą kiełbasę na samą myśl ślinka cieknie. Rybom też nie odpuszczamy, Piotr z krusio team ustanawia swój pb w karpiu.

 

 

Rozmowy przeciągają się szukamy wspólnych tematów spiningowo-karpiowych, zaczynamy od brzany a kończymy grubo po północy na krąpiu. Czas się na trochę położyć, szybkie sprzątanie i już doceniam moje karpiowe łóżko, bałem się trochę o chłopaków żeby nie pomarzli, ale to twardziele i siedzą przy wędkach do rana co ryby im wynagradzają. Łowią kilka karpi. Dobrze że krusio zauważa u mnie branie bo przez nieuwagę nie włączyłem powiadomienia, pomaga mi też podebrać rybę i tak w dość szczęśliwych okolicznościach pada ryba wyprawy 8.60kg.

 

 Co ciekawe złowiłem tą rybę już kilka tygodni wcześniej, poznałem po bardzo charakterystycznym braku kilku łusek.Wstajemy kawa, delikatne śniadanie i pomału nadchodzi czas końca tej zasiadki. Wymieniamy się telefonami i już planujemy następne wyjazdy na ryby. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć że mimo swoich obaw, które w ogóle się nie potwierdziły, przede wszystkim dzięki chłopakom którzy wszyscy potrafili stworzyć niesamowitą atmosferę przez cały wyjazd, jestem bardzo zadowolony że takie spotkanie w końcu się odbyło. Łowię najczęściej sam, lub max w dwie, trzy osoby jeździmy na zasiadki karpiowe, dlatego taka ilość ludzi to dla mnie pewne novum. Choć nie powiem takiego krycka mieć na podorędziu który zrobi świetną fotkę, rbk który jak by musiał to by pewnie nawet w styczniu do wody wskoczył żeby podebrać rybę nie wspominając o jego talentach kulinarnych, krusia który cię obudzi do brania i reszcie chłopaków z którymi do białego rana można wymieniać się doświadczeniami to bezcenne. Ryby pomimo że nie pchały się do naszych przynęt też połowiliśmy, sam wyjazd uważam za super udany. Chciałem też wszystkim podziękować przede wszystkim za stworzoną atmosferę i za przybycie.

Do zobaczenia nad wodą.

 

relację zdał: Gulmix
zdjęcia: polishanglers.com

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź