Esthwaite Water – w pogoni za wielkim szczupakiem

Esthwaite Water – w pogoni za wielkim szczupakiem

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading...
0 564

Na pięknym  jeziorze Esthwaite (Lake District) od kilku lat rozgrywane są zawody spinningowe w łowieniu szczupaków, organizowane przez Lure Anglers Society. Jezioro to jest znane z dużych pstrągów oraz pięknych szczupaków, postanawiamy więc z Arturem, że zaprezentujemy ekipę Polishanglers i spróbujemy coś złowić.

 

 Wiemy, że nie będzie łatwo wygrać z miejscowymi wędkarzami, którzy znają jezioro i jego tajemnice, ale dochodzimy do wniosku, że przegrać w takiej scenerii też jest przyjemnością. W sobotę rano, po moim trochę spóźnionym przybyciu do Artura , przepakowujemy sprzęt do jego auta , ustawiamy nawigację i przy dźwiękach AC / DC Black Ice walimy autostrada w stone Lake District. Humory nam dopisują i po prawie pięciu godzinach , kilku przerwach na kawkę, oraz obserwowanie pstrągów w małym potoczku docieramy do jeziora Grasmere, na którym zaplanowaliśmy sobotni trening.

 

 

Okolica jest urzekająca, więc odnajdujemy jak najszybciej sklep z gazetami, gdzie sprzedają bilety na łowisko (6 funtow za dzień) i prujemy nad wodę.

 

 

I tutaj czeka nas niemiła niespodzianka – okazuje się, że jest tylko jedna łódka wędkarska, która jest już wypożyczona. Psioczymy trochę pod nosami na kolesia który nas niedoinformował o warunkach łowienia, ale niezrażeni udajemy się nad jezioro.

 

 

Dostęp do wody jest bardzo trudny, albo teren jest prywatny, albo gęste krzaki i drzewa zarastają do samej wody. Najlepiej byłoby brodzić – niestety jest to zabronione. Obławiamy intensywnie miejsca dostępne, ale niewiele się dzieje, jest bardzo gorąco i ryby nie są zainteresowane naszymi przynętami.

 

 

Około godziny szóstej wieczorem dajemy za wygrana, poza “czymś “co zawisło na Artura gumce przez kilka sekund nic się nie dzieje. Jemy spóźniony lunch nad woda i udajemy się w drogę nad jezioro Estwaite, które jest celem niedzielnych zawodów. Oczywiście “ Mietek “ – nawigacja satelitarna Artura gubi się na wąskich , górskich dróżkach ale po jakimś czasie docieramy na miejsce. Spędzamy wieczór nad jeziorem, rozmawiając z angielskimi kolegami na wędkarskie i nie tylko tematy. Przy piwku i żartach czas płynie szybko, większość kładzie się spać ok pierwszej w nocy, w rozbitych na trawie namiotach.

 

 

O szóstej budzi nas lekki kacyk (przynajmniej w moim wypadku) oraz zapach smażonego na patelni bekonu. Coś na ząb, bierzemy klamoty i śmigamy do przystani. Zasady zawodów są proste – spinning , przynęty nie mniejsze niż 5 inch-y , dwuosobowe drużyny, liczą się tylko trzy największe ryby na lodzi, nagroda jest tylko jedna i jest nią przechodni puchar łowiska. Łodzie są porządne i wyposażone w silniki eklektryczne – innych nie wolno tam używać. Pakujemy się do łajby i knujemy spisek , jak tu dołożyć naszym kolegom z LAS-u. Postanawiamy na początek śledzić z dystansu kolesia, który zna miejsce i wie co w trawie piszczy. Na niewiele się to zdaje – ja tracę małego szczupaczka na gumkę Lunatica, Artur tez coś spina i ma kilka delikatnych podszczypnięć.

 

 

Jest dopiero ósma rano, a już dzień zapowiada się bardzo gorący, będzie ciężko ze szczupłymi – myślimy. Porzucamy naszego “przewodnika“ i płyniemy do miejsca zwanego zatoka czterech drzew. Jest płytkawo , ale ujście zatoki kończy się ostrym spadem dna, więc poświęcamy czas na dokładne przeczesanie terenu. Po jakimś czasie i paru delikatnych podszczypnięciach zahaczam szczupaka na duży wobler Spro.

 

 

Ryba walczy niesamowicie, po kilku widowiskowych odjazdach od łódki daje za wygraną, podbieram ręką i… jestem trochę rozczarowany walczył jak lew – miałem nadzieje że będzie większy. Waga pokazuje 14.2 funta.

 

 

Biczujemy wodę dalej i po jakimś czasie Artur zacina szczupaka 6 lb , ktory walczy jak wariat , tańczy na ogonie i chyba wydaje mu się ze jest Musky. Poświęcamy temu miejscu jeszcze trochę czasu, ale że nic się nie dzieje zaczynamy eksplorację całego jeziora. Jest bardzo gorąco i po kilku godzinach szperania we wszystkich zakątkach jeziora nadal mamy tylko dwie ryby. Trochę znudzeni brakiem akcji na froncie wędkarskim (nawet trocie pochowały się gdzieś w głębinach ) pływamy wzdłuż trzcin obserwując w czystej wodzie żerujące przy brzegu węgorze, oraz podziwiając widoki, które przypominają nam o naszych pięknych polskich jeziorach.

 

 

Wracamy do zatoki czterech drzew, gdzie zastajemy chłopaków z LAS –u ubijających pianę z wody przy pomocy wędek i wielkich przynęt. Artur pokazuje im jak to się robi łowiąc na nasze konto trzeciego i ostatniego niestety szczupaka w tym dniu. O czwartej wracamy spaleni słońcem i zmęczeni wrażeniami do przystani, gdzie po jakimś czasie odbywa się wręczenie nagrody.

 

 

Okazuje się, że nie padło wiele dużych ryb, temperatura zrobiła swoje i szczupaki miały nas w nosie. Nasz połów zapewnił nam trzecią pozycję. Miejsce drugie zajęła para z dwoma rybami 21.02 lb. oraz 8 lb. Miejsce pierwsze para z kilkoma rybami na łączna wagę 31 lb. Mieliśmy w planach łowienie po zawodach do wieczora, ale poddaliśmy się i zdecydowaliśmy wracać wcześniej. Pogoda, brak snu i wrażenia zupełnie nas wypompowały. W drodze powrotnej zgodnie doszliśmy do wniosku, że było warto, choćby dla klimatu i widoków tłuc się tyle mil. Mamy nadzieje, że w przyszłym roku będzie nas, Polishanglersowców reprezentować większa grupka. Do zobaczenia na Esthwaite za rok.

 

 

 

Relację przygotował: Hunter
Fotografie: Hunter, Artur

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź